Huk rozległ się około godziny 22:45. Nad lasem pojawiła się łuna
Wszystko rozpoczęło się w czwartek, 29 października, około godziny 22:45. Mieszkańcy Głowaczowej i okolic usłyszeli głośny huk, który według ich relacji przypominał silną eksplozję.
Niepokój wzbudziło również to, co miało pojawić się nad lasem. Świadkowie opisywali widoczną na niebie łunę ognia.
Zgłoszenia wskazywały na kompleks leśny pomiędzy Głowaczową a Golemkami, w rejonie Starej Leśniczówki.
Mieszkańcy przekonywali, że odgłos był znacznie silniejszy niż typowy wybuch petardy. Nie było jednak wiadomo, skąd dokładnie pochodził i co mogło go spowodować.
Strażacy i policja ruszyli w głąb lasu
Informacje o możliwej eksplozji potraktowano poważnie. Do działań skierowano strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Dębicy oraz druhów z jednostek OSP Jaźwiny, OSP Czarna i OSP Głowaczowa.
W poszukiwaniach uczestniczyły również dwa patrole policji.
Akcja prowadzona była nocą, na trudno dostępnym terenie leśnym. Zadaniem służb było odnalezienie miejsca, z którego mógł dochodzić huk, oraz sprawdzenie, czy doszło do zdarzenia wymagającego interwencji ratowników.
Dron przeszukiwał teren. Nocna akcja trwała kilka godzin
Do działań wykorzystano także drona ratowniczego należącego do OSP Jaźwiny. Bezzałogowiec wspierał poszukiwania potencjalnego miejsca zdarzenia.
Co ciekawe, dla strażaków ochotników z Jaźwin był to pierwszy wyjazd z wykorzystaniem nowego drona podczas rzeczywistych działań ratowniczych.
Poszukiwania trwały aż do godziny 1:48 w piątek, 30 października.
Pomimo zaangażowania kilku jednostek straży pożarnej, policji oraz wykorzystania drona nie udało się odnaleźć źródła tajemniczego huku.
Policja potwierdza interwencję. Nie znaleziono śladów eksplozji
Informacje o nocnych działaniach służb przekazał portal Ziemia Dębicka, powołując się między innymi na Komendę Powiatową Policji w Dębicy i OSP Jaźwiny.
Rzecznik dębickiej policji Jacek Bator potwierdził lokalnym dziennikarzom, że funkcjonariusze wspólnie ze strażakami sprawdzili wskazany teren, jednak niczego nie odnaleziono.
To oznacza, że pomimo zgłoszeń dotyczących głośnego huku i łuny na niebie nie ma na razie materialnego potwierdzenia, że rzeczywiście doszło do eksplozji.
Co naprawdę wydarzyło się w lesie? Pytania pozostają bez odpowiedzi
Czy mieszkańcy usłyszeli rzeczywisty wybuch? Co mogło spowodować tak silny huk? Skąd wzięła się opisywana przez świadków łuna?
Na te pytania nie ma obecnie potwierdzonej odpowiedzi.
Nie ustalono źródła dźwięku ani przyczyny zjawiska obserwowanego przez mieszkańców. Nie ma również podstaw, aby łączyć zdarzenie z konkretnym urządzeniem, materiałem wybuchowym czy obiektem latającym.
Jedno jest pewne – nocne zgłoszenie doprowadziło do wielogodzinnej mobilizacji służb ratunkowych. Mimo intensywnych poszukiwań zagadka huku nad lasem w Głowaczowej pozostaje niewyjaśniona.
