Tragedia rozegrała się 18 sierpnia 2025 roku w miejscowości Grochowe w powiecie mieleckim. Trójka młodych ludzi podróżowała samochodem osobowym Seat Toledo. Za kierownicą siedział 18-letni obywatel Niemiec, partner 19-letniej Dominiki. Razem z nimi jechał jej 12-letni brat Grzegorz. Wszyscy zginęli na miejscu.
Policyjny pościg zakończył się tragedią
Jak ustalili śledczy, przed wypadkiem Artur C. przyjechał do domu swojego szwagra, gdzie wszczął awanturę, groził mu pozbawieniem życia i naruszył jego nietykalność cielesną. Następnie odjechał autolawetą Mercedes Sprinter.
Policjanci zwrócili uwagę na sposób jego jazdy i podjęli próbę zatrzymania go do kontroli drogowej. Kierowca zignorował jednak sygnały świetlne i dźwiękowe, gwałtownie przyspieszył i rozpoczął ucieczkę.
Na skrzyżowaniu dróg w rejonie miejscowości Trześń i Grochowe, wyjeżdżając z drogi podporządkowanej, nie ustąpił pierwszeństwa prawidłowo jadącemu seatowi. Siła uderzenia była tak duża, że samochód osobowy wypadł z drogi i uderzył w betonowy słup energetyczny. Konstrukcja złamała się i przewróciła na pojazd.
Po zderzeniu kierowca lawety próbował jeszcze uciekać pieszo. Funkcjonariusze zatrzymali go po około 200 metrach.
Blisko 1,5 promila alkoholu i narkotyki
Badania wykazały, że Artur C. miał około 1,5 promila alkoholu w organizmie. Stwierdzono również obecność THC. Według ustaleń przedstawionych przez media podczas procesu laweta osiągała prędkość nawet 147 km/h w terenie zabudowanym, a w rejonie skrzyżowania, gdzie doszło do tragedii, poruszała się z prędkością około 106 km/h.
W toku postępowania ustalono także, że mężczyzna był wcześniej wielokrotnie karany, między innymi za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.
20 lat więzienia. Sąd uznał winę oskarżonego
Sąd Rejonowy w Mielcu uznał Artura C. za winnego wszystkich zarzucanych mu przestępstw. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym wymierzył mu 18 lat pozbawienia wolności. Oskarżony został również skazany za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu i środków odurzających, niezatrzymanie się do kontroli policyjnej, groźby karalne oraz naruszenie nietykalności cielesnej.
Ostatecznie sąd orzekł karę łączną 20 lat więzienia. Dodatkowo zastosował dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i zobowiązał mężczyznę do poddania się terapii uzależnień.
Sąd zasądził również nawiązki dla rodziców ofiar w wysokości po 50 tys. zł za każde zmarłe dziecko. Wobec skazanego orzeczono ponadto dwuletni zakaz kontaktowania się ze szwagrem i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 metrów.
Tymczasowy areszt wobec Artura C. został przedłużony o kolejne pięć miesięcy.
Prokuratura domagała się 25 lat. Możliwa apelacja
Zarówno prokurator Marek Grela, jak i reprezentująca rodziny ofiar mecenas Zofia Gładysz domagali się wymierzenia oskarżonemu kary łącznej 25 lat pozbawienia wolności.
Podczas ostatniego słowa Artur C. przeprosił rodziny zmarłych i prosił sąd o łagodniejszy wyrok.
Sędzia Anna Krawczuk, uzasadniając orzeczenie, zwróciła uwagę na wyjątkową skalę naruszeń zasad bezpieczeństwa oraz wcześniejszą karalność oskarżonego. Podkreśliła również, że troje młodych ludzi podróżujących seatem nie naruszyło żadnych przepisów ruchu drogowego.
Pełnomocniczka rodzin ofiar poinformowała, że pokrzywdzeni rozważają wniesienie apelacji, ponieważ sąd nie wymierzył najwyższej możliwej kary za spowodowanie samego wypadku. Prokuratura również domagała się surowszej kary, jednak na moment publikacji nie ma potwierdzenia formalnego wniesienia środka odwoławczego.
Wyrok nie jest prawomocny. Sprawa może trafić do sądu drugiej instancji.
