Wszystko zaczęło się od jednej, pozornie nieważnej rozmowy i szafki. Dziś ta historia połączyła dziesiątki ludzi, lokalne instytucje i fundacje, uruchamiając realną pomoc dla samotnej mamy wychowującej dwóch synów w spektrum autyzmu. To opowieść o tym, jak zwykła uważność potrafi przerodzić się w wielką falę dobra.
Jeden impuls, który zmienił wszystko
Czasem wielkie historie rodzą się z drobnych gestów. Tak było i tym razem.
Ilona Lasek, pracująca w jednej z lokalnych aptek, znała panią Monikę jedynie z widzenia. Jak wspomina, czasami robiła u nas zakupy. Nic więcej.
Impulsem do działania była z pozoru błaha sytuacja. Wymieniałam szafkę pod telewizor. W pracy pojawiła się myśl, że może pani Monika jej potrzebuje. Tego samego dnia pojechałam ją zawieźć – opowiada Ilona.
To, co zobaczyła na miejscu, nie pozwoliło jej pozostać obojętną. Warunki, w jakich pani Monika mieszka z dwójką synów z autyzmem w stopniu znacznym, były bardzo trudne. Sama kobieta choruje na astmę, a dodatkowo opiekuje się schorowaną mamą. Ojcowie dzieci nie żyją.
Ilona przyznaje, że w tamtym momencie zrozumiała, iż nie może przejść obok tej sytuacji obojętnie. Kiedy weszłam do środka, wiedziałam, że nie potrafię po prostu wrócić do domu i o tym zapomnieć.
Pomoc, która zaczęła rosnąć
Początkowo plan był prosty: zebrać ubrania i drobne meble. Jednak po udostępnieniu informacji o potrzebnej pomocy zaczęły napływać dziesiątki wiadomości i telefonów. Mieszkańcy, znajomi i przyjaciele pytali, w jaki sposób mogą jeszcze wesprzeć rodzinę. Pojawiły się także propozycje pomocy finansowej.
Nie chciałam przyjmować pieniędzy bezpośrednio. Zależało mi na przejrzystości i uczciwości wobec wszystkich – tłumaczy inicjatorka.
Dlatego zdecydowała się na założenie oficjalnej zbiórki.
Dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się zapewnić rodzinie krótkoterminową pomoc żywnościową, zdobyć drobne meble, ubrania, materiały budowlane, kuchenkę turystyczną oraz czajnik elektryczny. Opłacono część rachunków, zadbano także o potrzeby domowych zwierząt, kupiono karmę i żwirek.
Jak podkreśla Ilona, to są rzeczy, które dla wielu z nas są oczywiste, a dla tej rodziny były ogromnym ciężarem. Choćby brak męskiej ręki, która potrafiłaby zmienić tak wiele.
Siła lokalnych mediów
Choć zbiórka została formalnie zamknięta, wsparcie dla Moniki i jej dzieci wciąż trwa. Koszty codziennego funkcjonowania rodziny są bardzo wysokie, a przed nimi kolejne wyzwania, remont ponadstuletniego domu i dostosowanie go do bezpiecznych warunków życia.
Ogromną rolę w rozwoju inicjatywy odegrały lokalne media: Korso, Mielec.tv oraz Akena24 – Mielec i okolice. To właśnie redaktor Krzysztof Radoń jako pierwszy zdecydował się nagłośnić zbiórkę, nadając tej historii widoczność i rangę.
To było dla mnie ogromnie ważne. W momencie, gdy pojawiają się wątpliwości i zmęczenie, takie wsparcie daje poczucie, że to, co robię, naprawdę ma sens i realną moc – podkreśla Ilona.
– Dziękuję redaktorowi portalu Akena24,pl za zaufanie i szybkie działanie.
Jak dodaje inicjatorka, nagłośnienie sprawy przez lokalne media było jednym z kluczowych momentów całej inicjatywy. To był sygnał, że nie jestem w tym sama i że dobro naprawdę potrafi rozchodzić się dalej, niż się spodziewamy.
To jeszcze nie koniec
Dziś trwają rozmowy, spotkania i ustalenia, których efektów nie widać od razu. Potrzebne są kolejne działania, by zapewnić rodzinie stabilność i bezpieczeństwo na lata.
Sama czekam na rezultaty wszystkich podjętych działań, wierząc, że ta cicha praca przyniesie trwałe zmiany – podsumowuje inicjatorka.
Ta historia pokazuje jedno: czasem wystarczy jeden gest, jedna decyzja i odrobina uważności, by uruchomić lawinę dobra. W świecie pełnym pośpiechu to właśnie takie postawy przypominają, że lokalna społeczność ma ogromną siłę, wystarczy ją obudzić.








































